Sławek Muturi – czyli wolność finansowa w praktyce!

Damian Gołębiewski/ Wrzesień 14, 2018/ Emerytura, Finanse osobiste, Inne, Nauka, Oszczędzanie, Rozwój, Wolność Finansowa/ 3 comments

Wolność finansowa

Wyobraź tylko sobie… Podróżujesz gdzie i kiedy chcesz, pieniędzy masz tyle, ile potrzebujesz. Twoje inwestycje zarabiają za Ciebie nawet kiedy śpisz…. a do tego jesteś szczęśliwy!

Brzmi jak Science Fiction, prawda? 

Jednak to wcale nie jest kolejny odcinek Star Treka, tylko krótki opis gościa dzisiejszego wpisu! Właśnie tak! Sławek to wolny finansowo, podróżujący po świecie, szczęśliwy, a przy tym baaardzo, ale to bardzo skromny człowiek. Z resztą poczytajcie sami jak odpowiedział na kilka moich pytań. 


W sieci można znaleźć sporo informacji na Twój temat, często opisują Cię jako: milionera, inwestora, rentiera, człowieka wolnego finansowo, propagatora wolności finansowej, itp. Jak sam byś się opisał? Kim jest Sławek Muturi?

 

Jestem w pierwszej kolejności człowiekiem, zwykłym człowiekiem z rzadko spotykaną chyba w tych czasach misją życiową. Po osiągnięciu 100%-owej wolności finansowej (w maju 2009 w wieku 43 lat), osiągniętej dzięki inwestowaniu w mieszkania na wynajem, moją życiową misją stało się wspieranie wolności finansowej Polek i Polaków.

Realizuję to na pięć sposobów: (1) dzielę się swoją wiedzą (m.in. 8 opublikowanych książek, blog fridomia.pl, setki prezentacji), (2) cywilizuję polski rynek najmu mieszkań – wprowadziłem na rynek szereg nowych standardów i dobrych praktyk; (3) założyłem firmę Mzuri, do której możesz wyoutsource’ować całość aspektów związanych z zarządzaniem najmem – Mzuri opiekuje się już ponad 4.000 mieszkań w całej Polsce; (4) Mzuri Investments pomaga znajdować, kupować i wyremontować mieszkania w okazyjnej cenie – MI pomogło Kowalskim kupić już blisko 1.000 mieszkań oraz ponad 30 kamienic na wynajem; (5) założyłem platformę do grupowego inwestowania w najem w formule crowd fund investing – Mzuri CFI założyło już 9 spółek i zebrało blisko 30 mln kapitału

Ale moją pasją – wbrew pozorom – nie są nieruchomości. Czuję się w temacie najmu mieszkań oraz wolności finansowej całkiem niezłym ekspertem, ale moją prawdziwą pasją są podróże. To dla podróżowania żyję i oddycham.

Swoją karierę zaczynałeś w korporacji, tak jak większość dzisiejszych młodych ludzi. Powiedz, jak to się stało, że nie konsumowałeś pieniędzy tak jak prawdopodobna większość Twoich znajomych z pracy? Czy już na początku swojej kariery miałeś konkretny plan na swoje życie?

 

Po dwóch latach spędzonych w ONZ, 17 lat przepracowałem w konsultingu – najpierw w Andersenie, a potem przez 3 lata w Deloitte. Zarabiałem sporo, ale od samego początku, w zasadzie od dzieciństwa,  wydawałem pieniądze gdy czegoś potrzebowałem, a nie tylko dlatego, że na coś mnie było stać. Jestem mało podatny na reklamy, na wmówienie mi, że szczęście znajdę kupując najnowszy model jakiegoś gadżetu lub samochodu. Wiem, że jedynym źródłem swojego szczęścia jestem ja sam – ono znajduje się wewnątrz, a nie na zewnątrz, a już na pewno nie w przedmiotach stworzonych przez człowieka.

Latem 2000 roku, tuż po tym gdy dowiedziałem się o mojej promocji na partnera (czyli zaproszeniu do stania się współwłaścicielem firmy), odbyłem z moją ówczesną żoną bardzo ważną rozmowę. Rozmowę, która wiele w przyszłości uprościła. Zaproponowałem jej byśmy pomimo mojego awansu, zamrozili nasz standard życia na ówczesnym poziomie. Poziom ów w pełni nas satysfakcjonował i postanowiliśmy go nie podnosić, np. kupując sobie dom poza miastem.

Odpowiadając na Twoje drugie pytanie, od początku kariery moim planem było przejście na wcześniejszą emeryturę – jakoś nie wyobrażałem sobie pracowania w pocie czoła do momentu osiągnięcia wieku 65 lat. Plan osiągnięcia wolności finansowej dzięki inwestowaniu w mieszkania na wynajem ostatecznie skrystalizował się w 1995 roku. Mój syn miał wówczas kilka miesięcy. Postanowiłem, że muszę się przygotować do tego, by przejść na emeryturę w czerwcu 2013 roku (syn miał wtedy zdać maturę).

Ostatecznie udało mi się zrealizować swój ambitny plan ze sporym wyprzedzeniem. 29 maja 2009 roku był moim ostatnim dniem w pracy 🙂

 

Porzucenie dobrze płatnej pracy, na rzecz swoich marzeń wymaga na pewno dużo odwagi. Powiedz, co dało Ci odwagę do wykonania tego kroku?

 

To prawda, wmówiono nam, że postęp polega na tym by mieć coraz więcej i więcej. Więc niełatwo nam z czegokolwiek rezygnować, zwłaszcza ze stabilnych i wysokich wpływów na konto. Ja natomiast miałem już w tym pewną wprawę, co powodowało, że nie czułem żadnego lęku lub choćby dyskomfortu porzucając moją doskonale płatną pracę w Deloitte w samym środku globalnego kryzysu gospodarczego, gdy wszyscy wokół trzęśli się o swoje posady i swoją przyszłość.

Skąd wzięła się moja wprawa? Otóż, rezygnacja z Deloitte była już trzecim takim przypadkiem w moim życiu. Podczas studiów w Warszawie, sprzedawałem obrazki w Finlandii, Szwecji i Norwegii. W momencie zakończenie studiów, postanowiłem porzucić sprzedawanie obrazków na rzecz pracy dla jednej z agend ONZ w Genewie. Moje zarobki spadły z poziomu nawet USD 1200 dziennie (!!!) do poziomu USD 1200 … miesięcznie, a więc nawet 20-30 krotnie (!!!).

Drugi taki przypadek zaordynowałem sam sobie w momencie rezygnacji z pracy w ONZ na rzecz rozpoczęcia pracy w Andersenie w Warszawie. Moje zarobki spadły wówczas 3-4 krotnie. Na szczęście wiedziałem, że jest to tylko chwilowe załamanie i że moje zarobki znów szybko wzrosną i tak też się stało.

Trzeci przypadek to była rezygnacja z pracy w Deloitte. Jako partner zarabiałem bardzo dużo, a do tego dochodziły przychody z najmu mieszkań. Po rezygnacji z pracy, zostały mi tylko przychody z najmu. Najważniejsze, że były i tak na poziomie znacznie wyższym niż comiesięczne koszty utrzymania standardu życia, do którego przyzwyczailiśmy się z moją rodziną. Mimo, że już nie pracowałem, to nie musieliśmy ograniczać swoich wydatków.

Czy czuję się teraz gorzej? Z pewnością nie! W moim obecnym „stylu życia” jest teraz być może nieco mniej „stylu”, ale za to wielokrotnie więcej … życia 🙂

Z doświadczenia zatem wiem, że „więcej” nie zawsze znaczy „lepiej”.

Podobnie miałem z samochodami. Pracując w Deloitte jeździłem BMW serii 5. Po jego sprzedaży (za PLN 85 tyś, auto było wówczas 5-letnie) kupiłem sobie zupełnie nowy samochód. Mazda MX-5 kosztowała PLN 80 tyś więc starczyło mi jeszcze na ubezpieczenie i paliwo na jakiś czas, więc ewidentnie zszedłem kilka stopni niżej jeśli chodzi o prestiż samochodu. Ale wcale tego nie czułem – wręcz przeciwnie! Otwierany dach dawał mi ogromne poczucie wolności i radości z jazdy. Okazało się, że to właśnie „mniej” jest „lepiej”.

Podobnie było wtedy gdy po kilku latach sprzedałem Mazdę (za ok 40 tyś złotych) i kupiłem sobie skuter za kilkanaście tysięcy. Znów zszedłem o kilka stopni drabinki motoryzacyjnej i znów „mniej” okazało się – „lepiej”. Nie stoję w korkach, nie szukam miejsca do zaparkowania, nie płacę mandatów. Mam jeszcze większe poczucie wolności niż miałem.

Czy naprawdę „więcej i drożej” jest zawsze „lepsze”? Polecam Ci byś zadał sobie to pytanie.

 

Dużo osób chciałoby osiągnąć wolność finansową, tak jak Ty. Często są to ludzie, którzy zarabiają dużo pieniędzy, a często Ci, którzy zarabiają bardzo mało. Jak myślisz, dlaczego ilość zarabianych pieniędzy nie ma tu znaczenia? Co jest kluczem do tej zagadki?

 

Wbrew temu co się większości osób wydaje, o Twojej możliwości osiągnięcia wolności finansowej nie decyduje to ile zarabiasz, tylko to ile wydajesz. Znam wiele osób, które zarabiają bardzo dużo i mimo to daleko im do osiągnięcia wolności finansowej. Z drugiej strony, często podaję przykład anonimowego Tomka, nauczyciela WF-u, który w wiejskiej szkole zarabia tylko PLN 1.600 „na rękę”. Mieszka w domu ze swoimi rodzicami i żyje skromnie. Jednocześnie, odziedziczył dwa mieszkania po swoich dziadkach i postanowił je wynajmować.

Dzięki swojemu wyborowi (większość spadkobierców wybiera sprzedaż odziedziczonych mieszkań, wiem bo często takie mieszkania kupuję) osiąga PLN 1.600 z najmu. Według mojej definicji, Tomek jest osobą wolną finansową – gdyby jego szkołę zlikwidowano z powodu niżu demograficznego i zwolniono go z pracy, Tomek dalej – bez pracowania – mógłby utrzymać swój dotychczasowy standard życia.

Dobra wiadomość jest też taka, że na poziom wydatków masz o wiele większy wpływ niż na poziom Twoich zarobków (tu decyduje rynek pracy, Twój szef, czasami sytuacja finansowa firmy, w której akurat pracujesz, czy kraj lub miasto, w którym pracujesz). Natomiast wszystkie Twoje wydatki są konsekwencją wyborów, których wcześniej dokonałaś. Wybrałaś większe mieszkanie lub dom, którego utrzymanie dziś więcej Ciebie kosztuje. Droższy samochód, za którego ubezpieczenie oraz serwis musisz teraz więcej płacić. Przyzwyczaiłaś się do jadania w drogich restauracjach i do spędzania wakacji w drogich hotelach.

Nie jestem przeciwnikiem konsumpcji, ale bawi mnie sytuacja gdy jakiś pracownik Mzuri przychodzi z prośbą o podwyżkę motywując ją tym, że teraz ma wyższe koszty leasingu po zamianie samochodu na większy model. Zwłaszcza, że nawet jego stary samochód był droższy od mojegoJ

Młodzi ludzie, a zwłaszcza moje pokolenie  „Y” często ma problemy z czekaniem na odroczoną gratyfikację. Ty niewątpliwie jesteś człowiekiem cierpliwym. Czy masz receptę na cierpliwość i wytrwałość w dążeniu do celu?

 

Rzeczywiście udaje mi się realizować wszystkie moje długoterminowe plany: osiągnąłem wolność finansową; odwiedziłem każdy – bez wyjątku – kraj na świecie; co roku uczę się nowego języka; prawie co roku piszę i wydaję nową książkę; firma Mzuri, którą założyłem 9 lat temu, nie tylko przetrwała swój pierwszy rok, dwa, a nawet pięć (co – jak wiemy – udaje się niewielkiemu odsetkowi zakładanych firm) i nadal ma się bardzo dobrze, nadal dynamicznie rośnie i się rozwija.

Ale czy mam jakiś przepis na cierpliwość? Nie jestem pewien. Ja po prostu wierzę w moje długoterminowe wizje oraz w moje umiejętności osiągnięcia moich celów. Poza tym, głęboko wierzę w mądrość ludowych przysłów, które mówią o tym, że na to co wartościowe warto po prostu poczekać.

Gdybyś miał wybrać trzy cechy, które miały największy wpływ na Twój sukces, to co by to było? Czy miałeś je w sobie od dziecka, czy wykształciły się w Tobie na przestrzeni lat?

 

Jeśli miałbym wybrać tylko trzy cechy, to pewnie wybrałbym następujące:

(1) Odwaga w stawianiu sobie śmiałych, długoterminowych celów. Zawsze myślałem na dużą skalę. Małe, mało ambitne projekty nie wyzwalają mojej energii. Nie lubiłem tych korporacyjnych gierek – bo zawsze wolałem postawić sobie bardzo ambitny cel (100) i zrealizować 80% celu, niż postawić sobie mało ambitny cel (75) i spełnić go w 107%-ach. Wychodzi na te same 80 jednostek celu, ale korporacja nagradza tych, którzy przekroczyli plan i karze tych, którzy planu „nie dowożą”J

(2) Nie porównywanie się do innych. Gdy wyznaczam sobie jakiś cel, to nie porównuję się do innych. Mierzę tylko to jak szybko przysuwam się do swojego celu. I w tym zakresie tak naprawdę jestem trochę niecierpliwy, chcę być tak szybki jak to tylko jest możliwe. Ale nie patrzę na innych, ani na tych przede mną, ani tych za mną czy po moich bokach. To co robią inni ani trochę mnie nie interesuje – ani nie mobilizuje, ani nie deprymuje. Nie odczuwam też dzięki temu żadnej zazdrości, ani stresu, ani zawiści.

(3) Na bazie blisko 9-letnich rozmów i obserwacji, wiem, że najważniejszą cechą ułatwiającą osiągnięcie wolności finansowej jest umiejętność życia PONIŻEJ swoich możliwości finansowych. Powiem więcej: bez tej umiejętności nikt wolności finansowej nie osiągnie, a nawet jeśli by osiągnął przez przypadek (np. duża wygrana w totka zainwestowana w najem), to i tak wkrótce by swoją wolność finansową stracił.

Życie PONIŻEJ swoich możliwości finansowych nie oznacza wyrzeczeń ani poświęceń, odmawiania sobie wszystkiego, nie oznacza dziadowania. Oznacza jedynie wydawanie mniej niż się zarabia, mniej niż na to co można sobie pozwolić i nie narzekanie z tego powodu.

Choć brzmi to prosto, to jednak wcale nie jest to łatwe. Choć nie jestem zoologiem, to sądzę, że wszystkie zwierzęta stadne (takie jak lwy, wilki lub ludzie) mają wpisane w genach walkę o jak najwyższe miejsce w hierarchii społecznej, a dziś o naszym miejscu na drabince hierarchii społecznej decyduje to ile mamy kasy. A skąd mamy wiedzieć kto ile ma kasy? Do kont bankowych dostęp jest ograniczony, więc pokazujemy to poprzez cenę zegarków i ubrań, które nosimy, restauracji w których jadamy, samochodów, którymi jeździmy, domów, w których mieszkamy. To poprzez ich wartość ludzie definiują – zupełnie niepotrzebnie – własną wartość.

Mówi się, że odwiedziłeś wszystkie państwa świata, nie musisz od ładnych kilku lat pracować zawodowo dla pieniędzy, a przy tym znasz ok. 10 różnych języków. Wielu ludzi pewnie łapie się za głowę, co Cię trzyma w Polsce. Możesz nam to powiedzieć?

Tak, rzeczywiście odwiedziłem każdy – bez wyjątku – kraj na świecie. Uwielbiam podróżowanie. Dlaczego Polska? Bo tutaj mam zlokalizowane swoje mieszkania. Bo tu mam najwięcej rodziny, przyjaciół. Bo Polska jest moją ojczyzną. Bo jestem patriotą. Bo moją misją jest wspieranie wolności finansowej Polek i Polaków, a w Polsce mieszka ich najwięcejJ Bo Polska jest świetnym do życia krajem, oprócz zimy, której nienawidzę. Bo i tak w Polsce spędzam, średnio, tylko 2 miesiące w roku 🙂

Mój blog poświęcony jest w dużej części finansom osobistym. Proszę Cię, powiedz moim czytelnikom, jak dbasz o swoje finanse? Prowadzisz budżet domowy? Wiesz ile masz pieniędzy, czy raczej nie zwracasz już na to uwagi?

Nie, nie prowadzę i nigdy nie prowadziłem domowego budżetu. Nigdy nie analizowałem swoich wydatków. Nie wiem ile wydałem na tę lub inną podróż. Nigdy nie liczyłem złotówek i groszy. Nie lubię gotówki na koncie i zwykle moje konta bankowe świecą relatywnymi pustkami. Nie wiem nigdy ile dokładnie mam pieniędzy i nie do końca wiem ile co miesiąc zarabiają moje mieszkania. Prawdę mówiąc, nie potrafię nawet powiedzieć ile ich dokładnie posiadam. I to nie dlatego, że jest ich już tak dużo, że nie mogę się ich doliczyć. Ja po prostu nie lubię skupiać swojej uwagi na pieniądzach, na posiadanym majątku.

I nie jest tak, że taki luz pojawił się w moim życiu dopiero wtedy gdy osiągnąłem wolność finansową. Ja mam tak od zawsze, odkąd tylko pamiętam. Pamiętam, zdziwienie pani z banku, w którym ubiegałem się o swój pierwszy kredyt hipoteczny. Nie potrafiłem odpowiedzieć na jej proste pytanie o wysokość moich zarobków. Choć byłem wtedy szeregowym pracownikiem na umowie o pracę ze stałym wynagrodzeniem (bez płaconych nadgodzin), to autentycznie nie pamiętałem kwoty, która widniała na podpisanym przeze mnie kilka miesięcy wcześniej aneksie do umowy o pracę. A gdy miałem jeszcze płacone nadgodziny, to nigdy nie sprawdzałem czy księgowość dobrze je naliczyła – pamiętam swoje zdziwienie gdy odkryłem, że inni moi koledzy i koleżanki tak robią.

Mi w pełni wystarcza i zawsze wystarczało mi to, że wiedziałem precyzyjnie na co mnie stać, a na co mnie stać. Nie musiałem sprawdzać ceny tego czegoś – po prostu intuicyjnie to czułem, wiedziałem. A nawet jeśli dziś mnie na to stać np. na kupno Jaguara czy Bentleya, to i tak jeżdżę skuterem, a na sporadyczne wyjazdy poza miasto kupiłem sobie Dacię, czyli najtańszy na polskim rynku nowy samochódJ Przecież i tak większość czasu w roku spędzam gdzieś zagranicą.

Są ludzie, którzy są – jak mawiają Brytyjczycy – „penny wise i pound foolish”. U mnie jest chyba dokładnie na odwrót.

To już ostatnie pytanie. Jesteś człowiekiem, który nie musi robić już nic, a mimo to czytałem w sieci, że planujesz podejmować się pracy w różnych zawodach: od sklepikarza, przez sprzątacza, po ochroniarza. Czy realizujesz ten plan? Jak Ci idzie i jakie są Twoje dalsze plany?

Tak, zacząłem już realizować swój plan – tak jak wspominałem wcześniej, jestem dość konsekwentny i dobry w realizacji swoich długofalowych postanowień.

Rok temu pracowałem w jednej z warszawskich kwiaciarni, a w tym roku dużą część lata spędzam na podróżowaniu (m.in. prawie miesiąc w Rosji podczas mistrzostw świata w piłce nożnej i 3 tygodnie na trekkingu po Grenlandii). Ale mimo to planuję pracować albo w call centre, albo przy zbiorze winogron albo w domu opieki dla osób pod respiratorami. Jeszcze nie wiem do końca jak mi się ułoży harmonogram podróży i którą pracę wybiorę, ale wiem, że będzie fajnie.

Mówiąc bardziej ogólnie, choć jestem bardzo usatysfakcjonowany swoim dotychczasowym życiem i niczego bym w nim nie zmieniał, to i tak wiem, że najlepsze jest nadal przede mną 🙂

Niestety to już koniec! 

Jeżeli chcesz poczytać trochę więcej o Sławku, to zapraszam Cię na jego bloga Fridomia.pl, jak również na Facebook’a, na którym również od niedawna jest Sławek

W komentarzu daj znać, jakie są Twoje przemyślenia na temat wolności finansowej, a także czego nauczyłeś się z dzisiejszego wpisu, a może coś Ci się nie podobało? Koniecznie daj znać! 

Sławku, jeśli to czytasz wiedz, że bardzo Ci dziękuję za pouczające odpowiedzi!

 

I na koniec, jak mawia Sławek,

MOC SERDECZNOŚCI! 

 

Share this Post

3 Comments

  1. Ja nigdy nie dążyłem do tego aby szybciej przejść na emeryturę, ale zawsze moim głównym celem było osiągnięcie niezależności pod względem pracy i ten cel udało mi się osiągnąć.

  2. Najlepsza praca to taka, ktora sie kocha. Jak praca = hobby to kasa sama wpada, za wykonywanie tego – co kochamy i lubimy robic. Ja tak takze mam:)

Dodaj komentarz