Koronawirus, czyli Wielka improwizacja!

Damian Gołębiewski/ 27 marca, 2020/ Inne/ 2 comments

Świat w chaosie, giełdy w panice, celebryci na skraju bankructwa, banki na dopingu, pieniądze w drukarce i jedziemy na wózku zwanym kryzysem. Podczas gdy większość sektorów gospodarki dostaje po tzw. Dupie, branża spożywcza szczytuje i z uśmiechem (no może nie koniecznie) wita słynnego już praktycznie w każdym zakątku świata koronawirusa. Rok 2020 zdecydowanie źle zapowiada szalone lata dwudzieste XXI wieku. Zanim zaczniemy, przypomnę, że na początku roku żyliśmy pożarami w Australii, następnie Brexitem, a teraz żyjemy koronawirusem SARS-CoV-2.

Ten wpis potraktujcie jako zbiór moich subiektywnych obserwacji na temat obecnej sytuacji. Nie jestem prorokiem i jak każdy widzę świat, przez własne okulary, które się kształtowały na przestrzeni lat mojego życia, dlatego wszystko, co tu przeczytacie, podzielcie na pół, porównajcie z tym, co wiecie, odejmijcie trochę mojej fantazji i wyjdzie coś, co się otrze o jakieś fakty. Wybaczcie mi te wywody z początku, ale w takich sytuacjach jak ta, wydaję mi się, że dystans, zdrowy rozsądek i nutka humoru, są wskazane, a nawet konieczne, żeby przetrwać najbliższe miesiące.

Co się dzieje: BRAKUJE MASECZEK OCHRONNYCH! MASECZKI DROGIE JAK H*&ajnoga!

Dlaczego tak się dzieje?

Możliwości jest kilka, ale jedna z bardziej prawdopodobnych jest taka, że za sprawą wirusa niesamowicie szybko i w krótkim czasie wzrósł popyt (zapotrzebowanie) na maseczki. Dlaczego wzrósł popyt, chyba tłumaczyć nie trzeba. Ceny wzrosły z tego samego powodu. Kłaniają się podstawy ekonomii i krzywa popytu. Część ludzi uważała za nieuczciwe praktyki sprzedawców, którzy podnieśli ceny maseczek, do przekraczających granice rozsądku poziomów, a wręcz ocierających się o… no właśnie, o co?

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Popyt


Jestem zwolennikiem wolnego rynku i szanuję prawo własności, a więc dla mnie to prosty rachunek – jak ktoś kupił maseczkę za 1 zł, a teraz sprzedaje po 100 zł i ma na to amatora – droga wolna, niech handluje. Dopóki nie jesteśmy zmuszani do zakupu po wygórowanej cenie, dopóty nasza decyzja o zakupie jest dobrowolna. Jeżeli na rynku nie ma tanich maseczek, to można kupić te drogie, kupić materiały i samemu sobie zrobić maseczkę, albo zrobić prowizorkę z majtek – możliwości jest mnóstwo.

Rozumiem rozgoryczenie, ale pogódźmy się z tym, że ludzie są w większości przypadków chciwi, kierują się własnym interesem i na miejscu tychże ludzi, większość z tych, którzy ich krytykują, zrobiłaby prawdopodobnie to samo, a co ciekawe niektórzy zrobiliby to z jeszcze większym rozmachem. To tyle tytułem obrony sprzedających i pseudo sumień kupujących.

Rozumiem też rozczarowanie spowodowane tym, że nie ma maseczek ochronnych dla służby zdrowia. Mam pewien pomysł dla tych panów „u góry” – może by tak zaproponować rodzimym firmom jakieś przywileje podatkowe choćby (zwolnienie z ZUS/VAT/itd.) w zamian za chwilowe przebranżowienie i produkcję maseczek (choć nie byłoby to do końca fair wobec firm, które nie mogą się przebranżowić) – myślę, że bardzo szybko problem byłby rozwiązany, ewentualnie, zamiast kombinacji podatkowych zaproponować jakąś zryczałtowaną cenę, po której rząd skupi wszystkie maseczki z rynku. Tak pozyskane maseczki można przekazać do służby zdrowia, a nadwyżkę przekazywać ludziom – w końcu to oni finansują 😉

To tyle o maseczkach – jeśli chcecie, temat mogę rozwinąć i podyskutować. Zapraszam do sekcji komentarzy.

TO WAŻNE: Chciałbym zostać dobrze zrozumiany. Mnie również irytują nieuczciwi sprzedawcy i nieetyczna sprzedaż, ale o wiele bardziej irytuje mnie nieudolność Państwa, brak procedur i totalna improwizacja w sytuacji kryzysowej.

Co się dzieje: FIRMY UPADAJĄ! LUDZIE STRACĄ PRACĘ, JAK ŻYĆ?

Dlaczego tak się dzieje?

Czasem możemy usłyszeć zdanie „lek gorszy od choroby” i właśnie w obecnej sytuacji zażywamy taki właśnie lek. Ten lek to izolacja i zatrzymanie ludzi w domach, panika, która przejmuje mózg posiadacza i w jego imieniu podejmuje decyzje, a następnie ograniczenie działalności wielu przedsiębiorców. Izolacja nie przyniesie zakładanego skutku, zwłaszcza jeśli połowa ludzi i tak musi chodzić do pracy i normalnie funkcjonować. Pracownicy sklepów, placówek pocztowych, bankowych, czy innych miejsc i tak mają styczność z całą resztą, która powinna siedzieć w domu. Każdy musi pójść na zakupy, załatwić coś w banku, czy odebrać list na poczcie. Nie oszukujmy się – Izolacja w Polsce to wydmuszka. Panika i lęk obniża odporność, przez co narażamy się jeszcze bardziej, niż zwykle. Oczywiście przejaskrawiam specjalnie ten temat, chciałbym jednak zwrócić waszą uwagę na to, że wszystkie te działania to najzwyklejsza na świecie prowizorka! Mówi się, że są dwa uda – albo się uda, albo się nie uda. W tym przypadku się nie uda.

Jak padają firmy?


Prosty przykład. Prowadzisz kwiaciarnie, masz kwiatów za 5-10 tys. złotych i trochę oszczędności. Wszyscy kontrahenci (hotele, restauracje, itd.) wstrzymują zamówienia, bo nie obsługują gości – więc kwiaty są zbędne. Zwłaszcza że wszyscy muszą ciąć koszty, z racji pomniejszonych zysków. Wystawiasz kwiaty „za bezcen” i część udaje się sprzedać, cała reszta usycha i nadaje się na śmieci. To naprawdę przykład „z czapy”, ale jest tego dużo więcej. Co z restauracjami, które nie robią dań na wynos? Kto zapłaci kelnerom, kucharzom, sprzątaczkom, itd.? Co z klubami fitness, siłowniami, klubami tańca, itd.?

Spora część firm się zamknie, a wiecie, co się dzieje, jak firma się zamyka?

LUDZIE TRACĄ PRACĘ

Teraz może pojawić się ktoś, kto będzie bronił tezy, że w taki sposób ograniczamy liczbę nowych zakażeń, ale spójrzmy prawdzie w oczy – większość ludzi przechodzi tę chorobę bezobjawowo, a co za tym idzie, nie idą do lekarza, nie ma ich w statystykach i zarażają dalej. Za którymś bezobjawowym nosicielem wreszcie pojawi się cięższy przypadek, co jakiś czas również zgon. Teraz rodzi się pytanie, jak wykryć, kto kogo zaraził? Kiedy? Skoro ktoś może zarażać przez kilka dni, nie mając żadnych objawów, to jak wykryć cokolwiek? Kogo skierować na kwarantannę?

Sytuacja hipotetyczna: Pan X (zarażony bezobjawowy) idzie do sklepu, w którym zaraża 4 osoby. 4 osoby zarażają swoje rodziny, z czego większość również przechodzi chorobę bezobjawowo. Pani Y jedna z 4 zarażonych jest pracownikiem sklepu, a od wizyty pana X obsłużyła przynajmniej z 400 klientów. Pani Y po 8 dniach zaczyna mieć objawy, czuje się gorzej i zgłasza się do lekarza. Lekarz stwierdza wirusa, cały personel sklepowy na kwarantannę, sklep zamknięty, a co z klientami? Jak namierzyć 400 klientów, których potencjalnie zaraziła Pani Y? Ile osób zaraziło te 400 osób? Jak ich wszystkich namierzyć? Ilu pracowników, którzy pracowali razem z Panią Y, się zaraziło i przez te kilka dni również mogli potencjalnie zarażać innych klientów?

Właśnie dlatego uważam, że izolacja w obecnej postaci nie ma sensu. Jedynie ludzie z objawami i w grupie ryzyka powinni być izolowani, a reszta powinna zachowywać podstawowe zasady higieny i dezynfekcji, żeby unikać zakażenia i roznoszenia wirusa. Tylko w ten sposób możemy przynajmniej delikatnie chronić gospodarkę, której zapaść w dłuższym terminie przyniesie o wiele gorsze skutki niż sam wirus.

Co się dzieje: BANKI DRUKUJĄ PIENIĄDZE A RPP OBNIŻA STOPY PROCENTOWE

Dlaczego tak się dzieje?

Bank centralny gasi ogień benzyną, wbrew temu, do czego został powołany. NBP jest bankiem emisyjnym tzw. Bankiem banków, który może drukować nowe pieniądze (to tak w dużym skrócie). Jednym z głównych zadań NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen. Stabilność cen jest niezbędna do zbudowania trwałych fundamentów długofalowego wzrostu gospodarczego. A jak wiemy z podstaw ekonomii – zwiększanie ilości pieniądza w obiegu, powoduje inflacje, co oznacza wyższe ceny (zmniejszanie siły nabywczej pieniądza). Nie chcę was tu dzisiaj zanudzać tym, jak dokładnie to działa, bo nie jest to celem dzisiejszego wpisu. Poniżej macie bajkę, która w całkiem przystępny sposób to tłumaczy. Serdecznie polecam.


Nie dość, że rząd psuje przedsiębiorstwa, to dodatkowo NBP psuje złotówkę. Kurs złotego jest w tarapatach, mówi się, że kurs EUR/PLN może skoczyć do 5 zł, podobnie mówi się o kursie USD/PLN. Chyba nie muszę tłumaczyć, że to oznacza straty dla nas wszystkich? Jeśli chcecie rozwinięcie tych myśli – to również zapraszam do sekcji komentarzy.

PODSUMOWUJĄC

Koronawirus wskazał wiele niedociągnięć obecnego systemu, pokazał przy okazji, że rząd w celu ratowania przedsiębiorstw proponuje im ulgi podatkowe (tym samym przyznając, że jest głównym problemem dalszego ich funkcjonowania, z racji nakładania dużych obciążeń). Najgorsze dopiero przed nami. Dużo osób niestety straci pracę, w niektórych źródłach mówiło się nawet o 3 mln Polaków. Jak będzie ostatecznie, tego nie wie nikt. Koronawirus pokazał również, że ludzie w sytuacjach zagrożenia przestają myśleć logicznie i owijają się jak mumie papierem toaletowym, chyba żeby dłużej przetrwać. Reasumując, jest kiepsko, a będzie gorzej!

Miłego dnia! 😊

Share this Post

2 Comments

  1. No to mamy zupełnie podobne zdanie i wrażenia niestety. Wzrost cen i inflację widać nie tylko na maseczkach. Zwykłe zakupy spożywcze już kosztują znacznie więcej

    1. Niestety… zobaczymy co przyniesie przyszłość.

Leave a Reply